12.XII.41 – Pamiętnik mojego dziadka

Głód cholernie daje się we znaki. Podróż przewiduje się na kilka dni. Choroby, wszy, głód robią swoje. Kierownicy twierdzą, że artykuły spożywcze są w całości wyczerpane. Ludzie – raczej tłum – nie wierzy. Wdzierają się przemocą do kuchni, gdzie się mieściły artykuły spożywcze. O zgrozo. Znaleziono wielkie ilości ryby solonej i chleba. Tłum jak szalony rzucił się na zdobycz, jadł, mocniejszy wydzierał łakome kęsy z rąk słabszego. Tłum wzburzony gdy już nie starczyło … zaczął krzyczeć i żądać wydania sprawców „Kradzieży”, których koniecznie chciano wrzucić w nurty Amu Darii. Rozsądniejsi uspokajali tłum obiecują winnych przekazać władzom sądowym.