Zwykle ludzie nie protestują, jak robię im zdjęcia, zresztą w przypadkach, kiedy mam wątpliwości, pytam się o zgodę. Tym razem było podobnie, przy zakupie ciastek (tych na zdjęciu) spytałem Samuela - naszego przewodnika -czy mogę zrobić pani zdjęcie - odparł bez namysłu, że tak (oczekiwałem, że spyta się jej, jednak tego nie zrobił). Kiedy przyłożyłem do oka aparat i zrobiłem pierwsze zdjęcie, rozpętała się kłótnia Okazało się, że pani jednak nie jest zadowolona z tego, że będzie na zdjęciu. Na kłótni się nie skończyło. Pani stwierdziła, że sprzeda nam tylko 6 zamiast 30tu ciasteczek! Jak się okazało później, były to najlepsze ciastka, jakie udało się kupić w trakcie całego wyjazdu - zwykle do ciastek Kameruńczycy dodawali za dużo piasku
żeby nie było wątpliwości poniżej to zdjęcie zakładu fryzjerskiego
Przy okazji pokazu w ‘Centrum Edward’ ‘odkurzyłem’ skany slajdów z wyjazdu do Chile z roku 2002.
Zakręciła się łezka w oku - ale tam było fajnie Kraj bardzo urozmaicony i niewątpliwie warty odwiedzenia. Poniżej trzy losowo wybrane zdjęcia z tego wyjazdu. Niestety zdjęcia wykonywane były na kiepskim analogowym sprzęcie tak więc jakość techniczna jest bardzo nieciekawa.
Opuszczona stacja benzynowa a w oddali Salar de Atacama
Również na Atacamie - rezerwat Chaxa
Park narodowy Pan de Azucar. Morze , pustynia, lwy morskie i kaktusy tak można scharakteryzować te miejsce.
W najbliższą niedziele (czyli 26tego) o godzinie 17tej w Centrum Zabaw Twórczych Edward zaprezentuję zdjęcia z wyjazdu do Chile, który miał miejsce w 2001 roku. Wyjazd był dość specyficzny bo podróżowaliśmy z 3 letnią Alicją i prawie 3 tygodnie spędziliśmy pod namiotem, tak więc opowiem trochę o specyfice podróżowania z dziećmi. O ile się nie mylę wstęp jest wolny.
właściwie to nie powinienem wrzucać tyle linków do obcych stron na bloga ale w tym przypadku nie mogę się opanować. Muzyka Tricky znam już od dosyć dawna ale ostatnio wpadło mi w ucho parę naprawdę fajnych kawałków, które chciałbym wam zaprezentować, oto one:
Wieczorem impreza urodzinowa, dużo znajomych, śmiechu, rozmów - dobra zabawa. Poranek - sterta naczyń do zmywania, puste mieszkanie i cisza. Przeskok między skrajnościami.
Poniżej mała ciekawostka - trasa mojego wielkanocnego wypadu rowerowego zarejestrowana przez mój GPS. Jako że to GoogleMaps tak więc mapę można przybliżać/oddalać widok na mapie.
Jak wspomniałem w poprzednich postach przez 2 dni byliśmy w Parku Narodowym Waza na północy Kamerunu. Cały park położony jest na płaskim terenie porośniętym sawanną zamieszkała przez różne zwierzaki. Poniżej mała lista obecności. Jako, że nie miałem teleobiektywu zdjęcia są bardziej niż przeciętne, prawdę mówiąc nie jestem fanem fotografowania zwierząt i całkowicie się na tym nie znam.
Dość rzadko, jednak i ja czasami potrzebuje chwil kiedy jestem zupełnie sam, kiedy nie chcę i nie muszę rozmawiać z ludźmi i nie muszę odgrywać swojej życiowej roli.
Po ostatnim okresie gdzie spotkań towarzyskich było naprawdę sporo i przed okresem wakacyjnym gdzie zapewne takich spotkań będzie równie dużo postanowiłem, że tradycyjnie rodzinne święta spędzę w sposób dość nietradycyjny - poruszając się na rowerze w okolicach Jezioraka. Samotna jazda na rowerze po drogach polnych i leśnych (bo staram się jeździć tylko po takich) nie była mi straszna ponieważ niejednokrotnie to praktykowałem. Novum było to, że mam spędzić dwa noclegi sam w namiocie i to w lesie. Chyba każdy mieszczuch wchodząc sam do lasu po zmroku czuje lekki dyskomfort - ciemno, dziwne odgłosy a do domu daleko Tym razem było zupełnie inaczej zero jakichkolwiek obaw. Z zaciekawieniem wsłuchiwałem się w głuche pohukiwania, szmery w ściółce czy pluskania w pobliskim jeziorze. Po całym dniu jazdy w tempie ekspresowym zasypiałem.
Bilans całego wyjazdu jest zdecydowanie na plus. Przejechałem 150km, dwa noclegi w namiocie, 60% przejechanych dróg to drogi gruntowe, do tego należy dodać solidną dawkę wiosennego powietrza i ładnych krajobrazów, dodatkowo na spokojnie mogłem przemyśleć wszystko to co wydarzyło się przez ostatnie parę miesięcy.
Do minusów dodatnich można zaliczyć solidne zakwasy nóg, wczesne wschody słońca i poranny przymrozek w drugi dzień świąt (przezornie wziąłem śpiwór puchowy). Poniżej parę zdjęć z trasy, jako że byłem sam ciężko było połączyć rolę fotografowanego i fotografa tak więc zdjęcia dość monotonne
Pierwszy nocleg - w tle Jeziorak
Świąteczne śniadanie, na tym wyjeździe na posiłki nie można było narzekać. W sakwach miałem z 2kg różnego rodzaju smakołyków (tak więc były jajka na twardo, różnego rodzaju wędliny a nawet kurczak z daktylami i ryż basmati który ugotowałem w domu, gotowanie ryży w woreczkach to profanacja )
Bohater wyjazdu a w tle Kanał Elbląski.
Pot się lał litrami, zresztą nie dziwota ten odcinek pchałem rower po piachu.
Drugi nocleg niedaleko jeziora Ruda Woda
W nocy temperatura była poniżej zera (lód był na tropiku) tak więc poranek był mocno orzeźwiający.
Zamiast słodkich kurczaczków, malowanych jajek i świątecznych króliczków dwa zdjęcia potwierdzające rzadką umiejętność lewitacji przez dzieci przedszkolne