Przygoda w górach północnego Laosu

Do Phongsali nie dotarliśmy po to, aby podziwiać góry z hotelowego okna.Celem było upapraniem się błotem w dżungli a przy okazji odwiedzić parę wsi zamieszkałych przez mniejszość etniczną Akha w górach.
Powiem szczerze, myślałem, że Phongsali to miasto podobne do naszego Zakopanego. Czyli kurort z olbrzymią ilością turystów, którzy są „prowadzani” przez przewodników po górach. Jakie było moje zdziwienie jak się okazało, że jedynymi turystami w mieście jesteśmy my i dwójka kobiet z Francji 🙂 W górach tłoku też nie było, właściwie to żadnych turystów nie spotkaliśmy w trakcie trzech dni marszu.
Właściwie przy organizowaniu przewodnika spotkaliśmy jeszcze paro osobową grupę która właśnie wróciła z wycieczki. Na nasze pytaniu, czy warto wybrać się w góry-powiedzieli, że jak najbardziej warto, ale było naprawdę ciężko. Takiej odpowiedzi oczekiwałem!

Jako że w Laosie nie ma szlaków turystycznych ani żadnej infrastruktury turystycznej samodzielne chodzenie po górach jest mocno skomplikowane tak więc byliśmy skazani na przewodnika. Nie jestem fanem przewodników, ale w tym przypadku był to bardzo dobry pomysł, nasz przewodnik znał lokalny język i trasę a dodatkowo był bardzo kontaktowy i pomocny.

Żeby dotrzeć na miejsce startu, przez godzinę jechaliśmy samochodem terenowym a później przez godzinę płynęliśmy wąską łodzią. Ze względu na mocny prąd związany z porą deszczową, Pan z łodzi w pewnym momencie powiedział że dalej nie może płynąć i musi nas wysadzić wcześniej. Oczywiście „wcześniej” żadnej ścieżki nie było i przez pierwszą godzinę czuliśmy się jak Vietcong przedzierając się przez dżunglę. Było naprawdę ciepło, zero wiatru i dodatkowo 100% wilgotność. Pot lał się strużkami, ale dziewczyny były bardzo dzielne i po godzinie doszliśmy do pierwszej osady, ale o tym w następnym wpisie.

in Laos