Przedwiośnie

Jadąc na samotny wypad wielkanocny, postanowiłem zabrać ze sobą książkę do czytania. Spodziewałem się, że będzie dużo czasu na lekturę. Jak się później okazało, nie myliłem się.
Pytanie pozostało, jaką książkę wybrać. Kryterium, którym się posłużyłem, było śmieszne – książka ma być lekka – i tu chodzi o wagę a nie gatunek – i tania, żebym nie żałował, jak ulegnie zniszczeniu.
Długo się nie zastanawiałem i spakowałem ‚Przedwiośnie’ S.Żeromskiego. Tak tak, dobrze przeczytaliście chodzi o lekturę ze szkoły średniej. Kiedyś czytałem z obowiązku, a teraz z własnej nieprzymuszonej woli pakowałem ją do sakw.
Ze szkoły średniej pamiętałem tylko ogólny obraz, zarys fabuły i to że ta książka zrobiła na mnie duże wrażenie. Aktualnie kończę ją czytać. Pierwszy wniosek, który się nasunął po lekturze, to to, że ttej książki nawet w połowie nie jest w stanie zrozumieć młody człowiek.  Właściwie to źle napisałem, zrozumie, ale nie będzie tej książki czuł. Jakie doświadczenie życiowe może mieć przeciętny uczeń szkoły średniej ? Jeśli przeżył miłość, to była ona bardziej zauroczeniem niż prawdziwą miłością. Czy miał rozterki natury egzystencjalnej? No może i tak, chociaż jeśli się pojawiały, to raczej wynikały z okresu dojrzewania a nie  ze świadomości tego, że życie ludzkie ma swój koniec i prawdę powiedziawszy nie ma sensu. Cezary Baryka, główny bohater, chociaż jest niewiele starszy od licealisty, poprzez to co przeżył, ma doświadczenie człowieka dojrzałego, jego zachowanie może być bardziej zrozumiałe dla współczesnego człowieka po 30tce (takim człowiekiem ja właśnie jestem), niż ucznia liceum. Czytając książkę niejednokrotnie mówiłem w duchu – przecież takie uczucie ja też przeżywałem, czułem się podobnie, chyba bym się tak samo zachował. Powieść nie kończy się happy-endem, tak więc z tych analogi nie byłem zadowolony.