San Jose

San Jose kolejna stolica którą odwiedzamy. Miasto niewielkie 300tyś mieszkańców, niska zabudowa i charakterystyczny dla Ameryki Pd/Centralnej układ dróg w kratkę. Zrobiliśmy rezerwacje hostelu jeszcze przed odlotem tak więc na lotnisku łapiemy taxi i jesteśmy w naszym malutkim pokoju (bez okna). Jednak hostel jest warty polecenia nazywa się Pangea i z ulicy wygląda bardziej na więzienie niż na miejsce gdzie można spać. Jednak w środku ‚akademicka’ atmosfera. Net za freeko, klimatyczna knajpka na dachu i mikro basen. Zresztą zdjęcia z dachami zrobione jest własnie z knajpki. Ludzie wydają się sympatyczni chociaż chyba turyści się im troche opatrzyli tak więc nie są zbyt wylewni. Wcześnie rano pobudka i w drogę do parku Tortuguero.
Budowa hotelu

Widok na centrum San Jose

Panowie

Komentarze

  1. Sylwia pisze:

    🙂 grunt to zgrać się ze ścianą; rozpięta koszula, odpowiednia mina i oczywiście „markowy” zegarek też musi byc…;)