Caracas

Lądujemy w Caracas. Pierwsza wrażenie pozytywne ciepło, roślinność egzotyczna i swojski bałagan. Wsiadamy do autobusu do Caracas niecałe 35km z lotniska. Dystans niewielki co nie oznacza, że szybko będziemy w centrum Caracas. Podróż do centrum zajęła 6 godzin, po prostu były korki. Po drodze mijamy tysiące slamsów zajmujących pagórki otaczające miasto. Domy postawione byle jak, niskim kosztem większość nieotynkowane. Pomimo, że jesteśmy parę tysięcy kilometrów od Brazylii przypominają osiedla faweli w Wenezueli te domy nazywane są ranchos. 40% ludności Wenezueli żyje na granicy ubóstwa tak więc takie osiedla nie mogą dziwić.
Jako że jest późno szukamy noclegu. Wybieramy chyba jeden z najtańszych hoteli w centrum (na osobę 7$). Pierwsze wrażenie jest pozytywne – brak karaluchów. Oczywiście było to pierwsze wrażenie, karaluchy były i to dwa typy. Typ europejski – czyli mały, szybki i dobrze nam znany oraz typ tropikalny – karaluch duży z czułkami może mieć nawet parę centymetrów, zdecydowanie wolniejszy od europejskiego. Temperatura w nocy około 20 stopni, nie jest to tropikalna Azja ale jest dość duszno.
Caracas nie należy do najbezpieczniejszych miast zwłaszcza w nocy, jednak Marcin wybiera się po wodę do pobliskiego sklepu, po drodze zaczepiany jest przez tubylca, który zwraca mu uwagę, że ta ulica naprawdę nie jest bezpieczna. Uwaga jest o tyle ciekawa, że 100m dalej jest posterunek policji.

Na dworcu autobusowym
New.jpg

Taksówki w Wenezueli to historia motoryzacji. Większość samochodów ma powyżej 30 lat. Królują Cadilacji i Fordy.
CaracasPrzej_025.jpg

Lecąc do Caracas odwiedzamy dobrze mi znane lotnisko we Frankfurcie..

CaracasPrzej_001.jpg