Wylot… / Depature
Zaczęło się.. było niemało nerwów na bramce na lotnisku we Franfurcie, do ostaniej minuty pani mówiła, że samolot jest całkowicie obłożony ale udało się. Dostaliśmy miejsca do San Jose w Costa Rice. Te nerwy to nieodłączna część latania na biletach standby (pracowniczych lini lotniczych) lecisz jak jest miejsce a mało kto wie, że zwykle miejsc w samolocie jest mniej niż sprzedanych biletów na dany dzień i to czasami o 20% i taka jest praktyka wszystkich lini lotniczych 🙂 No ale czy nie warto spróbować zaryzykować i zapłacić za 4 osoby tyle ile kosztuje połowa normalnego biletu na tej trasie? …Zdecydowanie warto!
Tak więc wsiadamy we Fra i lecimy 14h, symbol samolotu wyświetlany na ekranach telewizora w ślimaczym tempie przesuwa się na mapie świata. Za oknem tylko woda, woda i woda..ale ten ocean Antlantycki jest duży,dopiero po 8h lotu zbliżamy się do pierwszych wysp Ameryki. Są to wyspy Bahama. Obraz widoczny z okien jest jakiś nierealistyczny. Nieziemski turkus morza, olbrzymie jasno żółte łachy piasku, rozproszone białe chmury rzucający ciemny cień na wodę.


Wyspy znikają tak szybko jak się pojawiły, mijamy kolejne miejsce na ziemi, o którym wiem mniej niż niewiele.
Samolot ląduje w Hawanie, jest to tylko międzylądowanie. Jednak nawet taka krótka wizyta w kraju Fidela jest pouczająca. Przelatujemy początkowo nad Hawaną później nad łąkami z pojedynczymi palmami aż w końcu dolatujemy do morza gdzie naszym oczom ukazują się archipelag z wieloma podtopionymi wyspami. Połączenie rozproszonego słonecznego światła z chmurami tworzy kolejny nierealistyczny widok.


Widoki z samolotu dostarcza mojej osobie niesamowitych doznań estetycznych. Z dużej wysokości ginie bieda, wojny, ziemski chaos, brud – obraz uderza spokojem i harmonią. Mogę to porównać do oglądania ładnego albumu. Dodatkowo ta świadomość bezkresu, jest tyle miejsc na świecie gdzie zapewne nigdy nie postawie swojej stopy. Szczęście, że chociaż mogę te miejsca zobaczyć z samolotu..